RSS
piątek, 08 stycznia 2010
magnifico

Dziś bardzo pozytywnie, rano wyprawa do Bresci, ja jak zwykle przyklejona sennie do szyby, więc raczej marny ze mnie współtowarzysz podróży. Po przyjezdzie upragnione pocket money, nowi wolontariusze i comiesięczny wspólny lunch, dla odmiany dziś zaskakującooo... pizza!:-) Żeby nie było, z okazji wyprzedaży udałam się na zakupy, więc to już wystarczający powód myślę by zrobiło się pozytywnie. Dalej powrót, ja sennie nieobecna, i wieczorny przyjazd do Tirano. O 19 obiad z Matti rodziną, było jak zwykle przefantastycznie, jedzenie pycha!, dostałam nawet słoiczek magicznego kremu na przeziębienie, który muszę wetrzeć w siebie przed snem.

Strasznie się cieszę, że są, mimo że jeszcze daleko mi do długich włoskich konwersacji z nimi, jednak czuję że troszczą się w jakiś sposób, to miłe.

Na kolacji nie zabrakło Abdula, z którym wspólnie pod koniec stycznia uderzamy na podbój Maroka, gdzie jak dowiedziałam się kilka dni temu mam być odsprzedana tubylcom za trzydzieści wielbłądów. Podobno układ niezły, jak jeszcze trochę podjem, może nawet uda się utargować czterdzieści, wszyscy zacierają ręce więc. Nie ma co, zapowiada się niezły fun.

Uciekam spać. Jutro tiranowo- urodzinowe party Marie u mnie w domu, więc widzenia wolontariuszy ciąg dalszy. To ważne, dla osamotnionej Oli mieszkąjącej na końcu świata, w oddalonym od reszty górzystym Tirano.

Ciao.

22:21, alesandraola
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 stycznia 2010
back to school

Dzisiejsze poranne Tirano mroźne i przysypane śniegiem..

Po ponad dwutygodniowej przerwie powróciłam do zajęć, i mimo iż pobudka do łatwych nie należała, przypłacona zresztą spóźnieniem na pierwszą lekcję, jestem pełna entuzjazmu. Muszę też przyznać że tęskniłam do zajęć trochę, dziś też pierwsze w tym roku zajęcia w bibliotece, jutro wolontaryjna Brescia i pocket money, które przyda się jak nigdy po fortunno- niefortunnym Milanie. Milanowy bilans to zgubiony (ukradziony? - tę wersję chyba łatwiej przyjąć) portfel zaraz po przyjezdzie, fajni ludzie, fajny Milan objeżdżony z każdej strony na skuterze i z wiatrem we wlosach, prześliczna Milanowa pogoda, fortepianowe schody w centrum na których z uporem podskakiwałam i ogólnie bardzo dobry humor.

Dziś senno pozytywnie, z noworocznym planem uprzątnięcia mojego pałacu.

11:01, alesandraola
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 stycznia 2010
zdjęcia giganty, nie wiem dlaczego

niech już tak zostanie zatem. wklejanie zdjęć na blogu to czasochłonne zajęcie.poważnie.

00:56, alesandraola
Link Dodaj komentarz »

Powracam w Nowym Roku już, i postaram się nadgonić zaległości, to też zresztą jedno z moich noworocznych planów:-)

A więc pokolei.

Święta.

Przedświąteczna Tiranowa gorączka. Piecznie pierników, ciast (!)- moje ciasto stało się lokalnym hitem:-), świateczne spotkania, pizze, kawy, wręczanie słodkości. Miło było, dużo życzeń, uśmiechów, szkolne party, tu też życzenia od moich uczniów, no i niestety szkolne problemy, które nie warte są jakiegokolwiek komentowania. Muszę przyznać, że napracowałam się trochę przedświątecznie, co w sumie sprawiło mi niemałą radość i chyba odkryłam troszkę swoją kulinarną duszę:-)

produkcja

dekorowanie

niespodziankowe słodkości

Święta.

Eh. Święta były niespodzianką dla wszytskich, po cichu czmychnęłam więc do domu, do Gdańska, było cudownie, pięknie, rodzinnie. Decyzja podjęta na ostatnią chwilę, okazala się być trafioną w dziesiątkę. Tam też zrodziło się dużo przemyśleń, potrzebnych bardzo myślę. Po kilku dniach do Polski zawitał też Mattia, spacerowaliśmy, odwiedzaliśmy i ogółem zajęci byliśmy nieustannie, ale z pozytywnym włoskim zachwytem.

molo

Powrót, Italia i noworoczne party.

Powrót do latwych nie należał, po pierwsze jakoś ciężko mi się było rozstać ze wszystkimi, po drugie dopadło mnie choróbsko straszne, więc do Włoch zawitałam zachrypnięta i pociągająca, a do tego włoska pogoda nie napawała optymizmem. W dzień powrotu- sylwester, z dużą ilością jedzenia (!!), włoskiego świętowania, zakończony jednak chorobowym zmęczeniem i chęcią zalegania w łóżku przez kolejne dni.

salute!

uśmiechy

Plan łóżkowego zalegania nie został jednak wprowadzony w życie, zgodnie z noworocznymi planami rozpoczęłam moje aktywne działania..

Wczoraj spontanicznie Turyn, wczesna pobudka i moje zaspanie, ogarnięcie się w pięć minut i bieg na pociąg, kolejowe odsypianie, by w końcu zawitać w Turynie i odczekać godzinnę w kolejce do muzeum kina..Eh! Muzeum n i e s a m o w i t e jednak, bardzo interaktywne, bardzo zaskakujące, bardzo nie muzealne! Cudo. Mnóstwo fot marnej jakości i mnóstwo wrażeń. Powrót długi, męczący i późny.

turyn

przegląd prasy

lustra

ineraktywnie

niebanalnie

pociągowe nauki

Dziś z rana żeby nie próżnować jednak i wykorzystać moją póki co trwającą jeszcze świąteczną odszkolną przerwę, wyskoczyłam na narciochy do Santa Cateriny. Było pięknie, górzyście, i nawet fakt że jestem stokowym beztalenciem, nie zepsuł mojego zimowego nastroju! Pięknie!

mmm!

Jutro Mediolan, coachsurfingowe spotkanie, więc po raz kolejny pociągowo i choć może to dziwne, strasznie lubię pociągi:-)

Ciao!

 

00:50, alesandraola
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 grudnia 2009
ogarnęłam

Pałac mój przedświątecznie ogarnięty, pachnący domestosem i pomarańczami, o wiele lepiej. Niestety nie udało mi się upichcić nic dzisiaj, gotowanie więc zostawiam na jutro.

A za niedługo uroczysta pizza, muszę więc doprowadzić się do porządku, i wezmę się za włoski, bo zaniedbuję ostatnio.

Dziś formalnie więc, a jutro spotkanie u mnie w pałacu, będzie włosko-lokalnie- Piccoceri, jakkolwiek się to pisze, a polski akcent to ciasto, pierniki, jak się zrobią i pomarańcze z goździkami.

Śniegu dalej ani słychu.

 

17:38, alesandraola
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 grudnia 2009
zimno

Tirano bardzo mroźne, choć nie przysypane śniegiem, jedynie szczyty gór pokrywa biała pokrywa, co wygląda zresztą przepięknie. Brakuję śniegu jednak, taki klimat przydałby się na pewno świątecznemu pieczeniu pierników i gotowaniu barszczu, którym to czynnościom mam zamiar poświęcić się podczas weekendu. Przepysznie przystrojone pierniki wręczę wszystkim dookoła, taki mam plan, choć póki co przyrządzanie i ugniatanie piernikowego ciasta jest dla mnie tajemnicą, nie wspominając o barszczu, który jeśli chodzi o mnie, najlepiej smakuje z torebek winiary. No nic dam radę myślę, a co mam nie dać, w międzyczasie w ramach relaksu, powtykam goździki w kilogram pomarańczy włoskich które zakupiłam dziś.

Czuję się rozleniwiona jakaś, choć myślę że robię nie mało, może to po prostu ta pochmurno mroźna aura za oknem. Wczoraj rozpoczęłam swoją fotograficzną cotygodniową sesję, która jest kursem potrwającym jeszcze przez kilka dobrych tygodni. I tak myślę sobie, że fajnie jest być wolontariuszem, bo wszyscy patrzą na Ciebie przychylnie, i nikt za bardzo nie oczekuje od Ciebie że będziesz placił, także i w tym wypadku, kolejna przyjemność, która nie pochłania moich finansów.

Dziś senny dzień, po średnio przespanej nocy, jednak z fantastycznym porankiem i klasą, ktorą wdrażam w środowiskowe aspekty. Dalej odwołana lekcja włoskiego po raz kolejny, z czego nie jestem wcale zadowolona, no i moja samodzielna wizyta w banku, samodzielny bełkot z panią w okienku i moja comiesięczna żywieniowa porcja pięniędzy. Łi! Mimo, że to narazie bardzo niewiele, cieszę się z tych moich małych włoskich prób porozumiewania się.

Idę spać, w międzyczasie zdążyłam powtykać goździki w dwie pomarańcze...Pachnie cudnie.Eh!

23:38, alesandraola
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 grudnia 2009
nie mam pomysłów na tytuły

Eh! Nauczanie to wykańczająca czynność, choć z drugiej strony niesamowicie 'dająca kopa', lubię zresztą tą swoją małą satysfakscję po pozytywnie zakończonej lekcji.

Dziś zajęcia głownie w attitudinal school, więc w większości młodzi mężczyźni włoscy, z którymi uwielbiam pracować zresztą; są zabawni, nie nudni na pewno, uwielbiam też napajać się ich zaciekawionymi mordkami podczas lekcji. Mam swoich faworytów rzecz jasna, to tak by lekcje były jeszcze bardziej przyjemne, namiętnie więc ich wypytuję, i sadzam obok siebie jak są niegrzeczni.

Dzisiaj poruszałam dwa ważne tematy: Mur Berliński i Rewolucja Przemysłowa, i mimo że poświęciłam niemało czasu na przygotowania, jestem zadowolona bo wzbogacona nową wiedzą.

Jutro wyruszam do Bresci, wraz z dwoma innymi wolontariuszami mamy wziąć udział w projekcie naszej organizacji. Cieszę się bardzo na ten wyjazd, znów poczuję zew miasta, no i w końcu odbiorę moje wytęsknione pocket money, które przyda się jak nigdy po szkockim szaleństwie.

Aaa! Wczoraj zaliczyłam basen z rana i siłownię wieczorem, i tym samym rozpoczęłam mój healthy lifestyle, i jest mi z tym bardzo dobrze.

Poniżej przegląd Tiranowych zdjęć, kiedy temperatura dała się znosić bardziej, niestety teraz już tylko mrozy i ziąby, aczkolwiek mój rower ma się świetnie więc codziennie szarżuję po tutejszych terenach. Na koniec, imprezowa mieszanka kulturowa u mnie w pałacu, było suuuper i działo się duuuużo!

Ciao!

rowerowa przejażdżka

zamknięci

tama, górzyście!

Mattia niezastąpiony w kuchni

gotowanie

pieczenie

biesiadowanie

imprezy ciąg dalszy

 

17:58, alesandraola
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 grudnia 2009
sweet escape- moja szkocja.

Nie pisałam dawno, muszę więc nadrobić co nieco, a dzieje się nie mało na pewno. Przede wszytskim coś z zupełnie innej beczki- odwiedziłam Szkocję moją na trzy dni, było cudownie, sentymentalnie, i zwyczajnie tak niesamowite jest uczucie posiadania swojego miejsca, które nie jest Twoim domem, ale w którym czujesz się wyjątkowo i do którego możesz zawsze wrócić. Eh. Jak dla mnie miejsce o olbrzymim znaczeniu, głównie ze względu na wspaniałych ludzi, i aura- to wszystko dookoła sprawiło że zakochałam się w nim na nowo.

Wróciłam więc naładowana pozytywnie, mimo że z łęzką w oku, uwielbiam jednak te uczucie że są gdzieś po prostu.

Zamieszczam zdjęcia, w następnych postach streszczenie tego co się działo tu w Tirano już.

 

wiosłuję

jocko

archie i wypadający ząb

z julią moją kochaną

whiskey in the jar

20:18, alesandraola
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 30 listopada 2009
lausanne 2

No cóż, Laussane piękna, z klimatem,szczególnie tym studenckim. Bawiłam się świetnie, niedzielę przypłaciłam kacem jednak, ale warto było. Zdjęć dużo, dużo śmiechu i ogólnie baaardzo pozytywnie.

Uciekam na siłownię, makaronowa dieta daję się we znaki. Ciao!

ławka

19:03, alesandraola
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 listopada 2009
lausanne

Jutro Lausanne, czyli wczesna pobudka a potem sześciogodzinna przeprawa samochodem. Rzecz jasna na drogę zabieram poduszkę i przyklejona do samochodowej szyby mam nadzieję spędzić trasę na spaniu.. Zresztą to moje ulubione zajęcie ostatnio chyba. Na zewnątrz coraz zimniej, mgliście, szaro-buro. Mam nadzieję że szwajcarski klimat rozbudzi mnie troszkę.

Wyruszamy rzecz jasna z Mattią, na miejscu czeka na nas Algirde. Zamieszczam zdjęcie ze środowego wypadu na szwajcarską stronę, było pięknie, górzyście, choć zmarzły nam stopy, nosy i inne. Nie mogę doczekać się Laussany jednak, powoli uciekam spać więc.

Na podłodze, w pałacu mym nagromadziły się zamszyste kłęby kurzu.. Sprzątanko jakieś?

00:03, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6