RSS
czwartek, 08 kwietnia 2010
pasqua

Dni mijają niesamowicie szybko, i chyba nawet wyczekiwania nie mają sensu, dni nastają i mijają nim zdąrzę się obejrzeć.

Dziś pierwszy poświąteczny dzień szkolny, Tirano mroźne z rana, choć południa bardziej przypominają lato.

Turynowy czas niesamowity, leniwy, nieplanowy. Tirano prawie wielkanocne, z wolontariuszami, pisankami, 'Ryzykiem'- grą planszową od której chyba wszyscy się uzależniliśmy. Dużo śmiechu, lodów najtańszych z Simply, chipsów, i innych niezdrowo- nieświątecznych rzeczy, choć mimo wszystko i tak przepysznie, i w super towarzystwie. Ba! nawet wydmuszki zrobiliśmy, a co!

Ta długa świąteczno- nieświąteczna przerwa rozleniwiła mnie okrutnie, nie chce mi się nic, do szkoły też nie, chyba że mój kolejny gąsienicowy projekt który rusza dziś. Nowe dzieci, nowe wyzwania:-)

Idę.

 

turyn

myyy

pisanki

świątecznie

09:02, alesandraola
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 marca 2010
Turyn

Turyn jutro, przez kilka dni aż do piątku/ soboty słodkie nic nierobienie, to znaczy robienie ale urlopowe bardziej. eh! W planach odwiedzenie po raz kolejny muzem kina którego jestem olbrzymim fanem, spotkania z Francescą i tu spotkania ze sztuką też, jako że Frensi ma studio swoje i maluje pięknieeeeee!, poza tym wsiąkanie w Torinowy klimat, snucie się po uliczkach i pochłanianie lodów gałkowych przepysznych, które smakują tam najbardziej. A wieczorami gotowanie wspólne, i gotować będę też ja, dlatego dziś wieczorem obiad z Mattia, i przedwyjazdowe kulinarne doszkalanie!

Pogoda za oknem iście wiosenna, po deszczowym wczorajszym dniu, coś na co niewątpliwie czekałam. Cuuudnie!

W I O S N A! ! !

Poniżej Turynowo styczniowe zdjęcie w muzem kina, szczęśliwa zajadam wieeeelki parmezan, mmm, lubię!:-)

lodówka duuuuża, taka jak lubię najbardziej

09:52, alesandraola
Link Komentarze (2) »
czwartek, 25 marca 2010
finito

Gąsienicowy projekt dobiegł końca, przynajmniej pierwsza edycja, bo szykuje się następna tuż po świętach, z czego jestem bardzo zadowolona, bo wiem że się podoba, że rodzice dzwonią, że chwalą i że dzieciaki bawią się świetnie bo to i widać no i ja jestem bardzo szczęśliwa. Dziś przed zajęciami dostałam nawet domowe ciasto od jednej z mam 'mojego' dziecka, eh, poza uśmiechami i zaangażowaniem dzieci to był pozytywny strzał w mój dobry humor, no i satysfakcja z pracy zapotęgowała dużo, oj duużo.

Dziś były też zdjęcia, i dyplomy i uśmiechy i podziękowania, i nawet trochę sentymentalnie mi się zrobiło na koniec.

Aaaa. Ciasto przepyszne, wchłonęłam od razu, podzieliłam się trochę tylko. A co!

dzieci śmieci i Mattia gąsienice nawet robi

wycinamy

kredki, mazaki, wycinanki

grupowo z gąsienicami

19:18, alesandraola
Link Komentarze (1) »
środa, 24 marca 2010
mutande rose

..bo wolontariat i praca z mlodzieżą to również dziwne i czasem trudne aspekty..

Sobota, odrabianie zajęć z chłopakami ze scuola professionale. Dwudziestu młodych mężczyzn i ja. Miał być nauczyciel, który z niewiadomych powodów nie przybył. No nic, temat przygotowany, rozmawiamy o rasiźmie, w sumie to ja mówie, chłopaki coś przebąkują tylko od czasu do czasu. Na lekcji panuje ogólny harmider, bo to sobota, bo wiosennie, bo ich dwudziestu i ja jedna, bez nauczyciela. Uciszam, przesadzam, zapisuję nazwiska. Nic. Jak grochem o ścianę. Rozdaję ćwiczenia, po czym snuję się po klasie i tłumaczę indiwidualnie co należy zrobić. Tu też jak grochem o ścianę, choć niektórzy załapują, co cieszy mimo ogólnego bałaganu. Wracam do biurka, po drodzę natykam się na różowe stringi leżące tuż obok mojego krzesła, bynajmniej nie moje, nie bo różowe, i nie bo stringi. Wściekam się, wychodzę z klasy bez słowa, aplauz klasy, ja biegaiem udaję się w poszukiwaniu jakiegoś nauczyciela. Pustki. Nic, wracam, w klasie cisza, jeszcze bardziej wściakła siadam do biurka, zbieram podpisane ćwiczenia, gdzieniegdzie przy nazwiskach stawiam wykrzykniki, gdzieniegdzie chwalę, wszystko bez słowa, gotująca się w środku. Po klasie roznosi się włoski szmer, że jestem zła. No proszę, jak trafnie. Wstaję od biurka, piszę pytanie na tablicy, czy uważają że sytacja jest śmieszna, ogół zaprzecza, choć gdzieniegdzie słyszę wymowne 'si'. Dzwonek, wychodzę, 'ciao' pod nosem. Wściekła! Eh.

Tak sobie myślę, że być może mogłam sytuację obrócić w żart, choć z drugiej strony do śmiechu mi wcale nie było, i takie sytuacje zdarzać się nie p o w i n n y. No nic, we wtorek lekcja z tą samą klasą, rozmowa z nauczycielem, klasa milczy na dany temat, ja już spokojna, bo wiem że zostaną wyiągnięte konsekwencje.

Do tej pory z klasą pracowało mi się bardzo dobrze, szkoda więc. Biedna wolontariusz Ola, biedna, choć może powinnam była im powiedzieć by następnym razem przynieśli coś w moim guście, wtedy obie strony zadowolone.

Za niedługo uciekam do kina, film wlosko włoski, nawet nie amerykański z dubbingiem. Eh, ciężko;-)

Tirano wiosenne, dziś znów 20 stopni, choć tym razem jestem już pewna że lokalnemu termometrowi ufać nie można, choć chciałoby się, oj chciało.

Ciao!

 

19:27, alesandraola
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 marca 2010
schabowy z ziemniakami

Taki to wczoraj obiad miałam i taaaaka byłam szczęśliwa, to pierwszy schabowy od 5-ciu miesięcy i jakże smakowity, własnoręcznie zakupiony zresztą w Simply.

W Tirano, coraz piękniej i coraz cieplej, wczoraj zaobserwowałam nawet temperature 20 stopni C na lokalnym termometrze, ale albo termometr nie działał, albo termometr znajdował się na słońcu a słońca mamy duuuużo!.

Tak sobie pomyślałam że równo rok temu wywalczyłam sobie dumny tytuł inżyniera, niesamowite jak ten czas umyka, ciekawe też czy mój promotor byłby dumny z mojego gąsienicowego projektu(!), bo ja jestem duuumna bardzo. Mam wrażenie że projekt wszystkim się podoba, dzieci bawią się świetnie i uczą przy okazji, i ja czerpię z tego duuuużo satysfakcji. Zdecydowanie lubię pracę z dziećmi.

Weekend upłynie leniwie, za chwile jednak uciekam do szkoły odrobić jedną lekcję na poczet przyszłych opuszczonych, mam zamiar przedłużyć sobie świąteczno wielkanocny weekend, a co!

Później uciekam na basen, i to bynajmniej nie z powodu schabowego i ziemniaków, ale włoskich makaronowych zwyczajów, i z powodu wiooooosny, i tego że chce mi się robić duuużo.

Póki co szkoła. Ciao!

08:26, alesandraola
Link Komentarze (1) »
środa, 10 marca 2010
casinisti!

Jutro dzień wolny, oprócz kolejnego spotkania z dzieciakami w bibliotece, będzie się działo!;-)

A w piątek Torino, 'casinowe' spotkanie i 'casinowy' weekend, i tu będzie sie działo, oj będzie! Tęsknie za wolontariuszami, Verbania była doskonałym początkiem, który zamierzamy przeciągać na kolejne weekendowe schadzki, pierwsze moje prywatne mam już za sobą, kolejne w ten weekend, dalej u mnie no i wielkanoc w Tirano też! eh!

Wielki uśmiech i wielkie oczekiwanie!

Byle do piątku! x

casiniści

22:25, alesandraola
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 marca 2010
motyle

Cudowny weekend!Byle do piątku!

Nie wpomniałam wcześniej o 'głodnej gąsienicy" , której pierwsze projektowe spotkanie bylo sukcesem na calej lini, i muszę powiedzieć że przygotowałam się należycie też. Kolejne znowusz w czwartek, a przede mną troszkę pracy.

Uciekam, pracowity wieczór dziś.

Buona notte!

21:11, alesandraola
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 marca 2010
eh!

W Tirano kilka dni temu bardzo wiosennie się już zrobiło, z checią więc śmigałam na moim rowerze, i wszystko wyglądało przepięknie!

Dziś wietrznie i zimno znowusz, dobrze że myśli ciepłe bardzo!!

Weekend! eh!

19:14, alesandraola
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 lutego 2010
casino!

V E R B A N I A !

Cóż mogę napisać, evs- owy on- arrival training był zdecydowanie czymś co nadało sensu mojej wolontaryjnej przygodzie..

N i e s a m o w i c i ludzie (!!), niesamowita atmosfera, niesamowicie wyszukane pomysły na warsztaty, na spontaniczne enejdżajzery, które zdecydowanie pobudzały nie tylko nasze wyobraźnie ale i też nas samych. Nieskończone żarty, rozmowy do późna, mnóstwo śmiechu i łez szczęscia i zaduma na koniec też.

Fantastyczne jak grupa ludzi potrafi zżyć się podczas jednego tygodnia, ciężko było wyjeżdżać to na pewno i to nie z powodu wczesnej dzisiejszej pobudki.

Adresy mailowe wymienione, telefony też i plany na następne spotkania. Uścisków na koniec mnóstwo, i dużo ciepłych słów. Będę tęsknić.

Mnóstwo zdjęć, mojego autorstwa zaledwie garstka, mój super ekstra aparat odmówił mi posłuszeństwa, wrzucam dwa tylko, mam nadzieję że reszta zawita na moja pocztą mailową niebawem.

Powrót do Tirano, depresyjny nieco, spowodowany też niedospaniem poniekąd.

Jutro z rana gnam do biblioteki jednak, mój gąsienicowy projekt cieszy się duuuużym zainteresowaniem, tak więc miejsc już brak, także nie mogę dać plamy i solidne przygotowania zaczynam od jutra.

Aa. Z powodu początkowego projektowego sukcesu dostałam od Matti, pluszową wersję Bardzo Glodnej Gąsienicy:-). Miło baardzo!

casino

verbania

22:30, alesandraola
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 lutego 2010
...

sky is my limit!

maroko raz jeszcze

12:31, alesandraola
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6