RSS
sobota, 19 grudnia 2009
ogarnęłam

Pałac mój przedświątecznie ogarnięty, pachnący domestosem i pomarańczami, o wiele lepiej. Niestety nie udało mi się upichcić nic dzisiaj, gotowanie więc zostawiam na jutro.

A za niedługo uroczysta pizza, muszę więc doprowadzić się do porządku, i wezmę się za włoski, bo zaniedbuję ostatnio.

Dziś formalnie więc, a jutro spotkanie u mnie w pałacu, będzie włosko-lokalnie- Piccoceri, jakkolwiek się to pisze, a polski akcent to ciasto, pierniki, jak się zrobią i pomarańcze z goździkami.

Śniegu dalej ani słychu.

 

17:38, alesandraola
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 grudnia 2009
zimno

Tirano bardzo mroźne, choć nie przysypane śniegiem, jedynie szczyty gór pokrywa biała pokrywa, co wygląda zresztą przepięknie. Brakuję śniegu jednak, taki klimat przydałby się na pewno świątecznemu pieczeniu pierników i gotowaniu barszczu, którym to czynnościom mam zamiar poświęcić się podczas weekendu. Przepysznie przystrojone pierniki wręczę wszystkim dookoła, taki mam plan, choć póki co przyrządzanie i ugniatanie piernikowego ciasta jest dla mnie tajemnicą, nie wspominając o barszczu, który jeśli chodzi o mnie, najlepiej smakuje z torebek winiary. No nic dam radę myślę, a co mam nie dać, w międzyczasie w ramach relaksu, powtykam goździki w kilogram pomarańczy włoskich które zakupiłam dziś.

Czuję się rozleniwiona jakaś, choć myślę że robię nie mało, może to po prostu ta pochmurno mroźna aura za oknem. Wczoraj rozpoczęłam swoją fotograficzną cotygodniową sesję, która jest kursem potrwającym jeszcze przez kilka dobrych tygodni. I tak myślę sobie, że fajnie jest być wolontariuszem, bo wszyscy patrzą na Ciebie przychylnie, i nikt za bardzo nie oczekuje od Ciebie że będziesz placił, także i w tym wypadku, kolejna przyjemność, która nie pochłania moich finansów.

Dziś senny dzień, po średnio przespanej nocy, jednak z fantastycznym porankiem i klasą, ktorą wdrażam w środowiskowe aspekty. Dalej odwołana lekcja włoskiego po raz kolejny, z czego nie jestem wcale zadowolona, no i moja samodzielna wizyta w banku, samodzielny bełkot z panią w okienku i moja comiesięczna żywieniowa porcja pięniędzy. Łi! Mimo, że to narazie bardzo niewiele, cieszę się z tych moich małych włoskich prób porozumiewania się.

Idę spać, w międzyczasie zdążyłam powtykać goździki w dwie pomarańcze...Pachnie cudnie.Eh!

23:38, alesandraola
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 grudnia 2009
nie mam pomysłów na tytuły

Eh! Nauczanie to wykańczająca czynność, choć z drugiej strony niesamowicie 'dająca kopa', lubię zresztą tą swoją małą satysfakscję po pozytywnie zakończonej lekcji.

Dziś zajęcia głownie w attitudinal school, więc w większości młodzi mężczyźni włoscy, z którymi uwielbiam pracować zresztą; są zabawni, nie nudni na pewno, uwielbiam też napajać się ich zaciekawionymi mordkami podczas lekcji. Mam swoich faworytów rzecz jasna, to tak by lekcje były jeszcze bardziej przyjemne, namiętnie więc ich wypytuję, i sadzam obok siebie jak są niegrzeczni.

Dzisiaj poruszałam dwa ważne tematy: Mur Berliński i Rewolucja Przemysłowa, i mimo że poświęciłam niemało czasu na przygotowania, jestem zadowolona bo wzbogacona nową wiedzą.

Jutro wyruszam do Bresci, wraz z dwoma innymi wolontariuszami mamy wziąć udział w projekcie naszej organizacji. Cieszę się bardzo na ten wyjazd, znów poczuję zew miasta, no i w końcu odbiorę moje wytęsknione pocket money, które przyda się jak nigdy po szkockim szaleństwie.

Aaa! Wczoraj zaliczyłam basen z rana i siłownię wieczorem, i tym samym rozpoczęłam mój healthy lifestyle, i jest mi z tym bardzo dobrze.

Poniżej przegląd Tiranowych zdjęć, kiedy temperatura dała się znosić bardziej, niestety teraz już tylko mrozy i ziąby, aczkolwiek mój rower ma się świetnie więc codziennie szarżuję po tutejszych terenach. Na koniec, imprezowa mieszanka kulturowa u mnie w pałacu, było suuuper i działo się duuuużo!

Ciao!

rowerowa przejażdżka

zamknięci

tama, górzyście!

Mattia niezastąpiony w kuchni

gotowanie

pieczenie

biesiadowanie

imprezy ciąg dalszy

 

17:58, alesandraola
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 grudnia 2009
sweet escape- moja szkocja.

Nie pisałam dawno, muszę więc nadrobić co nieco, a dzieje się nie mało na pewno. Przede wszytskim coś z zupełnie innej beczki- odwiedziłam Szkocję moją na trzy dni, było cudownie, sentymentalnie, i zwyczajnie tak niesamowite jest uczucie posiadania swojego miejsca, które nie jest Twoim domem, ale w którym czujesz się wyjątkowo i do którego możesz zawsze wrócić. Eh. Jak dla mnie miejsce o olbrzymim znaczeniu, głównie ze względu na wspaniałych ludzi, i aura- to wszystko dookoła sprawiło że zakochałam się w nim na nowo.

Wróciłam więc naładowana pozytywnie, mimo że z łęzką w oku, uwielbiam jednak te uczucie że są gdzieś po prostu.

Zamieszczam zdjęcia, w następnych postach streszczenie tego co się działo tu w Tirano już.

 

wiosłuję

jocko

archie i wypadający ząb

z julią moją kochaną

whiskey in the jar

20:18, alesandraola
Link Komentarze (2) »