RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009
lausanne 2

No cóż, Laussane piękna, z klimatem,szczególnie tym studenckim. Bawiłam się świetnie, niedzielę przypłaciłam kacem jednak, ale warto było. Zdjęć dużo, dużo śmiechu i ogólnie baaardzo pozytywnie.

Uciekam na siłownię, makaronowa dieta daję się we znaki. Ciao!

ławka

19:03, alesandraola
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 listopada 2009
lausanne

Jutro Lausanne, czyli wczesna pobudka a potem sześciogodzinna przeprawa samochodem. Rzecz jasna na drogę zabieram poduszkę i przyklejona do samochodowej szyby mam nadzieję spędzić trasę na spaniu.. Zresztą to moje ulubione zajęcie ostatnio chyba. Na zewnątrz coraz zimniej, mgliście, szaro-buro. Mam nadzieję że szwajcarski klimat rozbudzi mnie troszkę.

Wyruszamy rzecz jasna z Mattią, na miejscu czeka na nas Algirde. Zamieszczam zdjęcie ze środowego wypadu na szwajcarską stronę, było pięknie, górzyście, choć zmarzły nam stopy, nosy i inne. Nie mogę doczekać się Laussany jednak, powoli uciekam spać więc.

Na podłodze, w pałacu mym nagromadziły się zamszyste kłęby kurzu.. Sprzątanko jakieś?

00:03, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009
moje

Długi dzień dziś, jak co wtorek zresztą, rozpoczęty niesamowicie pozytywnie, a zakończony wraz z klasą która chyba do moich ulubionych nie bedzie należeć, a może to jedynie pierwsze wrażenie. Lekcję poprowadziłam chyba nieźle, oprócz małych technicznych problemów ze strony klasy, hmm, konkluzja na koniec jest taka, że bycie nastolatkiem to strasznie trudny i głupi czas, dobrze że mam już to za sobą:-)

Poza tym pozytywnie, dziś dostałam nareszcie swój długo oczekiwany rower, dzięki czemu przemieszczanie się z jednej szkoły do drugiej stanie się możliwe nawet podczas dziesięciominutowej przerwy. Kolejna rzecz to karnet na basen, no i pieniężny zapas z banku, dzięki któremu moja lodówka będzie pełna przez kolejny miesiąc. Gotówkowy przypływ uczciłam egipską(!) pizzą na wynos.. (egipska pizza we Włoszech to raczej rarytas, ale taki właśnie szyld miała owa pizzeria, co wydało mi się dość zabawne..), czterema stemplami w pizzeryjnej książeczce stałego klienta, gdzie przy dziecsiątej pizzy jedenasta jest gratis... głupawą komedią i wineeeem! Taki leniwy wieczór miałam, choć zasłużony myślę, a jutro dwie lekcje jedynie, biblioteka popołudniem, no i może znajdę w końcu czas i chęci na uporządkowanie mojego pałacu.

Wczoraj upłynęły trzy tygodnie odkąd przyjechałam i myślę że fajnie mi tu, odnajduję się na pewno, obowiązki sprawiają mi przyjemność, i wraz z rowerem, kartą w bibliotece, szkolną szafką z imieniem i ulubioną kawiarnią, powoli wsiąkam w tutejszy klimat.

No i rzecz jasna, wspaniali ludzie dookoła, Mattia, Franceska, Danila, Pani z sekretariatu i Pani z korytarza, wszyscy są życzliwi i baaaardzo, bardzo pomocni. Nie mogę nie wspomnieć też o Sandro, to szkolny konserwator, który zagajał rozmowę podczas monotonnej drogi do banku, i który niestety wyznaje zasadę, że im więcej słów użyje na temat niezrozumiałego dla mnie zdania po włosku, tym bardziej będzie to dla mnie przystępne..Upss, nie bardzo chyba, w takich momentach niezastopiąne pozostaję potakiwanie głową, wtrącając co jakiś czas niewielkie, choć jak bardzi wymowne "si".

Fotka ze spaceru, w tle Tirano w całej swej okazałości, coraz bardziej mi bliskie.

 

 

23:33, alesandraola
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009
nie

Dziś dałam popalić małym włoskim skurczybyczkom z attitiudinal school! he! Klasa pełna piętnastoletnich młodych mężczyzn, która została na szczęście podzielona na dwie grupy, i jak się dowiedziałam już później, mi przypadła zaszczytnie ta lepsza połowa.Chłopcy jak to chłopcy w tym wieku, z nauką nie chcą miec wiele wspólnego, więc trudno było ich ujarzmić, ale myślę że po kilku logistycznych poprawkach, zamianie ławek i aktywnym wypytywaniu, cel został osiągnięty:-)  I choć  mimo początkowej obawy, muszę przyznać że zajęcia sprawiły mi olbrzymią frajdę, yeah!

" Nie" w tytule, dla późnych wyjść pubowych, wczoraj byłam właśnie na takowym, a dziś poranek był wczesny i do łatwych nie należał. Życie nocno towarzyskie zostawiam więc sobie na weekendy..

We wtorek byłam w Bresci, odebrałam swoje pierwsze pocket money, które już w większości roztrwoniłam, w powrotnym szale zakupów i podczas miejscowego świątecznego targu, także pozstaje zacisnąć pasa i czekać do grudnia.

Zamieszczam foty z powolontaryjnego spotkania w japońskiej restauracji. Miejsce fajne, choć jedzenie pałeczkami nie przypadło mi do gustu, zdecydowanie preferuję widelec, tudzież łyżkę. To tyle, póki co mam okienko, za chwilę więc znów uciekam do szkoły. Ciao!

11:17, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009
filozoficznie

"Twenty years from now you will be more dissapointed by the things you didn't do by than the ones you did do. So throw off the bowlines, sail away from the safe harbour, catch the trade winds in your sails. Explore. Dream. Discover." Mark Twain

Trafiłam na myśl taką podczas surfowania po internecie, spodobała mi się bardzo, więc umieszczam.

Tak sobie myślę, że te wszystkie możliwości które mam tu przed sobą, wystawiają mnie na próbę trochę, prawdę mówiąc za każdym razem kiedy staję na przeciwko nowej klasy i uczniów, dosięga mnie niesamowity stres, który przełamuję jakoś bo innego wyjścia nie mam. Działam więc w kierunku, który sobie wyznaczyłam i pnę do przodu, tak żeby łamać bariery, które były trudne a nawet niemożliwe, no i później żeby nie być rozczarowaną, bo taką być na pewno nie chcę. Dziś udało mi się wdrożyć moją w klasę w temat który przygotowałam, byli aktwni i ciekawi. To cieszy. Kolejna lekcja to czytanie tekstu, zaawansowanego dość, gdzie czasem słownictwo uderzało mnie trochę, skserowałam więc materiał i zamierzam się poduczyć. Byle do przodu.

No więc tak, droga na następne osiem miesięcy to Tirano. Mam nadzieję że z czasem stanie się też ono moim kolejnym 'safe harbour'.

A! No i Mattia, super osoba, fajny, troskliwy kumpel i mimo że znamy się od dwóch tygodni, niesamowicie się dogadujemy, spędzamy ze sobą dużo czasu i na pewno to mój kuchenny guru. Dobrze, że jest bo jest komu ponarzekać, pośmiać się (!), poznać dość krytyczne zdanie Włocha o Włochach ( choć ja myślę i otwarcie mu powtarzam że on Włochem nie jest), posłuchać kogoś, kto mówi mądrze, choć czasem za dużo;-), no i nareszcie, ktoś kto przyjdzie i ugotuje obiad:-). Mattia.

 

Dziś filozoficznie bardzo, ale tak właśnie miało być:-).

12:34, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2009
io sono polacca

Dziś piątek, a piątek oznacza koniec szkoły dla mnie. Ten tydzień to głównie wdrażanie się w obowiązki, organizacje przeróżne, poznawanie co poniektórych klas, no i nareszcie mój plan zajęć. Więc oto jestem, teacher assistant wolontariusz ola, ze swoim własnym siedamnastogodzinnym skedżulem w szkole, plus zajęcia w lokalnej bibliotece w wymiarze godzin sześć w tygodniu. Niby nie wiele, ale i tak każde popołudnie mam zajęte, przez zajęcia rózniaste, więc nudzić się nie nudzę, i na nadmiar pracy też nie narzekam. W pracę z młodzieżą dopiero wsiąkam, klasy ogólnie przyjazne i otwarte, uczniowie dość aktywni, służą pomocą na narciarskim stoku i wieczorami w miejscowym pubie:-) Pytania są przeróżne, od tego po co tu jestem tak właściwie, przez mój ulubiony kolor ( co wynika chyba bardziej z miernego poziomu języka:-)), po pytania o to co najbardziej lubię w mężczyznach i posiadania przeze mnie konta na facebooku. Pracuję z sześcioma nauczycielami, w tym pięcioro z nich to angliści, pozostały rodzynek to pan Spada, od dumnego przedmiotu GeoScience, w ramach którego mam być też zaangażowana w projekt o oszczędzaniu energii. Przez kolejne trzy tygodnie mamy się niespotykać jednak, jako że owe godziny zajęć mają być przeznaczone na sex education, w których rzecz jasna uczestniczyć mogę, więc korzystam z możliwości, jako że wiek dwudziestu czterech lat to najwyższy moment w którym kształcić się w danym temacie trzeba. Dziś uświadczyłam też pierwszej lekcji włoskiego z moim włoskim nauczycielem, który spotkanie rozpoczął dość niepewnie od "What do I have to do with you?" :-). W rezultacie okazał się jednak dość sprawnym i konkretnym gościem, choć rzecz jasna nie obyło się bez wpadki, tym razem historyczno- ignoranckiej, na temat nieznajomości daty którą chyba każda wykształcona osoba znać musi:-). Moja niewiedza i zakłopotanie zostaly skomntowane jednak tym, że nikomu o wpadce nie wspomni, więc póki co nie jestem skończona:-). Prawdę mówiąc nie mogę doczekać się momentu większego obycia z językiem włoskim, to ułatwi wiele rzeczy na pewno, a zresztą język mi się podoba, jest dźwięczny i miły dla ucha.

Dziś pogoda w Tirano paskudna, ranek przywitał mnie siąpiącym deszczem i mgłą oplatającą góry, za to wczoraj było przepięknie, pocykałam więc foty, które zamieszczaaam.

Sennie, wskakuję więc pod kołdrę, by o 20 rozpocżąć nalezycie weekendowy night life. Ciao!

15:56, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
start

Jutro mój wielki dzień- pierwszy dzień w szkole, nie mogę się doczekać, choć z drugiej strony jestem pełna obaw, ale w końcu to to na co czekałam i co tak bardzo chcę robić, więc myślę że będzie dobrze.

Dziś wyruszyliśmy do Livigno, przekroczyliśmy na chwilę szwajcarską granicę, by znowu być we Włoszech. Pogoda nie sprzyjała, po drodze napotkaliśmy śnieg i kręte, zdradliwe trasy. W samym Livigno, które pełne jest sklepów wolnocłowych, zakupiłam odtwarzacz mp3 (! :-) ), zrobiłam lodówkowe zakupy i cieszyłam się widowkiem Żubrówki na półkach. W drogę powrotną śnieg przysypał nas niestety trochę mocniej, ratowaliśmy więc łańcuchami przydrożnie zaparkowane samochody, sami też zaliczyliśmy poślizg, niby niegroźny ale z kołem do wymiany. Tirano przywitało nas z powrotem deszczem, mam nadzieję jednak że jutro się wypogodzi, taka pogoda nie sprzyja zbytniemu optymizmowi. Idę spać więc, kto może niech trzyma kciuki za jutro:-)

Zamieszczam moje pierwsze włoskie foto, a drugie to dowód że śnieg był, był poślizg i było pięęęęknie, bo śnieżnie..

Livigno.

Prawie świątecznie.

23:28, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 listopada 2009
molto

Bilans minionego tygodnia to zdecydowanie za dużo jedzenia, wina i języka włoskiego który otacza mnie zewsząd i którego ni w ząb nie rozumiem. Od jutra przejmuje klucze od siłowni, która znajduje się za moim mieszkankiem i rozpoczynam gimnastyczne sesje. Jako, że jedzonko jest tym czemu odmówić jest ciężko, ćwiczenia zbilansują jego nadmiar. Weekend upłynął koncertowo- pubowo, mieszanka czysto egzotyczna bo raz regge, raz rock, jednak teraz z jeszcze większą energią chciałabym wdrożyć się w szkolne obowiązki, ruszam od wtorku, w każdym razie tak mi powiedziano. Dotychczasowe zajęcia w bibliotece też były spoko, jednak szkoła to coś na co niewątpliwie czekam:-)

Dziś z okazji dnia wszytskich świętych wybrałam się na cmentarz, posłuchałam lokalnych wieści, pocykałam fotki, a później kawowaliśmy się w kawiarni, i mimo że smakoszem kawy nie jestem, muszę jednak te nasze wyjścia wliczyć w codzienna rutynę, jeśli nie chcę wypaść z włoskiego obiegu rozrywek.

Wklejam parę fot, choć prawdziwą zdjęciową Tiranową sesję mam jeszcze przed sobą, muszę zatem zdążyć przed lawiną śniegu, która pewnie potrzyma do marca.

Jutro Szwajcaria, spacer samochodem, ma być pięknie podobno, więc biorę aparat. Ciao!

Tirano

 

18:50, alesandraola
Link Dodaj komentarz »