RSS
piątek, 26 lutego 2010
casino!

V E R B A N I A !

Cóż mogę napisać, evs- owy on- arrival training był zdecydowanie czymś co nadało sensu mojej wolontaryjnej przygodzie..

N i e s a m o w i c i ludzie (!!), niesamowita atmosfera, niesamowicie wyszukane pomysły na warsztaty, na spontaniczne enejdżajzery, które zdecydowanie pobudzały nie tylko nasze wyobraźnie ale i też nas samych. Nieskończone żarty, rozmowy do późna, mnóstwo śmiechu i łez szczęscia i zaduma na koniec też.

Fantastyczne jak grupa ludzi potrafi zżyć się podczas jednego tygodnia, ciężko było wyjeżdżać to na pewno i to nie z powodu wczesnej dzisiejszej pobudki.

Adresy mailowe wymienione, telefony też i plany na następne spotkania. Uścisków na koniec mnóstwo, i dużo ciepłych słów. Będę tęsknić.

Mnóstwo zdjęć, mojego autorstwa zaledwie garstka, mój super ekstra aparat odmówił mi posłuszeństwa, wrzucam dwa tylko, mam nadzieję że reszta zawita na moja pocztą mailową niebawem.

Powrót do Tirano, depresyjny nieco, spowodowany też niedospaniem poniekąd.

Jutro z rana gnam do biblioteki jednak, mój gąsienicowy projekt cieszy się duuuużym zainteresowaniem, tak więc miejsc już brak, także nie mogę dać plamy i solidne przygotowania zaczynam od jutra.

Aa. Z powodu początkowego projektowego sukcesu dostałam od Matti, pluszową wersję Bardzo Glodnej Gąsienicy:-). Miło baardzo!

casino

verbania

22:30, alesandraola
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 lutego 2010
...

sky is my limit!

maroko raz jeszcze

12:31, alesandraola
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
prawie wiosennie

Tirano coraz bardziej wiosenne, słoneczne i ciepłe, korzystam więc z okazji pogodowych i spaceruję dużo, co pomaga mi też w moich nieustających, niekończących się przemyśleniach. Dziś i jutro karnawałowo - odszkolne nic nierobienie, co sprzyja jeszcze bardziej dalszemu rozmyślaniu. eh eh eh! trudno myślowy czas. W czwartek Verbania na osiem dni i wyczekiwane wolontaryjne on-arrival training.

 

pięknie

prawie wielkanocnie

 

A! Piszą o mnie, tzn. ja piszę o sobie, i parę zdjęć do obejrzenia jest też.

http://www.cwm.org.pl/opis.php?idp=3&idr=2&ids=67&wol=1

20:47, alesandraola
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 lutego 2010
very hungry caterpillar!

Mój pierwszy ważny życiowy projekt!!!

" Bardzo głodna gąsienica", ma swoją premierę 4 marca w lokalnej bibliotece z dziećmi- śmiećmi, będziemy czytać, malować i bawić się świetnie!

Jestem BARDZO , BARDZO dumna!

;-)

 

bardzo głodna gąsienica!

 

A!

Dziś mija tydzień, który szczęśliwie udało mi się przetrwać za euro z kawałkiem, jedyne szaleństwa zakupowe to dwa banany, reszta to zaprosiny na domowe kolacje i lancze, eh! Maroko wyczyściło mnie z finansów totalnie, gdzie szczyt beznadziejności został osiągniety wczoraj po tym jak pożyczyłam od Matti 40 centów na szatnie na basenie, oddam oczywiście z nawiązką dziesięciu centów..

Na szczęście dziś przyjeżdża polski konwój w postaci Darii, pierogów z mięsem, i mamusinej zapomogi żywnościowo-pieniężnej. A jutro Brescia i 'pocket money'. A ja w Tirano. Dam radę!

18:40, alesandraola
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
eh!

wieczorny uśmiech jak stąd na Fiiiiidżiiiii ! a co!! eh!

Ali, mój marokański promyk!

23:30, alesandraola
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 lutego 2010
makaron z nutellą

Nie sądziłam że stęsknie się tak kiedykolwiek za makaronem, który pochłaniam namiętnie każdego dnia od kiedy zawitałam do Włoch. No nic, stęskniłam się niemiłosiernie ale nadrabiam teraz za to z nawiązką w postaci dużego słoika nutelli.

Co o Maroko.. Za dużo, by opisać to tutaj na włoskim blogu, zdjęć mnóstwo bo ponad 800, mnóstwo zdarzeń, Maroko przemierzone z pólnocy na południe, choć dziewięć dni to jedynie przystawka, biorąc pod uwagę wielkość i różnorodność tego niesamowitego miejsca.

Niezapomniany Hammam ( coś na miarę 'turkish bath'). Najlepsze śniadanie na dachu w Essauirze w miejscu hostelowo- magicznym. Najpyszniejsza miętowa herbata na najpiękniejszym wybrzeżu w Tangierze. Cudownie kuszące stragany, gdzie miałem okazję wykazać się moim handlowym sprytem i upartością. Niesamowite przypadkowo- pociągowe spotkanie niesamowitego człowieka Badre, który z jak największym przekonaniem poświęcił nam swój czas i z którym spędziliśmy dwa wspaniałe dni. Najbardziej spontaniczna kąpiel w ocenie. I 'last but no least' , poranny naleśnik z sokiem pomarańczowym w Rabacie. Eh!

Powrót do Włoch późny i męczący ale bardzo pozytywny. Plany pozytywne też. Projekt z dzieciakami w bibliotece. I nasza marokańska wystawa zdjęć. I mailowa wiadomość od Francesci: "ola! where are you? i miss you!". Bezcenne. Szczęśliwa. Szczególnie dzisiaj jakoś.

w drodzeulubionekolory

 

16:16, alesandraola
Link Komentarze (4) »