RSS
wtorek, 26 stycznia 2010
maroko

.. po raz kolejny nie włosko, nie wolontaryjnie..

Maroko za kilka godzin, wsiadamy do pociągu więc i pędzimy na lotnisko.. Walizka przygotowana, baterie naładowane (!!!), paszport prewencyjnie zostanie sprawdzony z rana jeszcze kilka razy.

Ekscytacja jest, to znaczy schowała się gdzieś między zmęczeniem a niedoczekaniem, pakowanie jak zwykle na ostatnią chwilę..

Ciekawa jestem wszystkiego... od pogody, przez zapach ulic i twarze ludzi aż do samego podróżowania, niespodzianek i zaskoczeń tych z otwartą buzią.

Jadę i wracam za długo, niedługo.. i może to dziwne, ale gdzieś tam z tyłu w głowie mam powrót już i plany dalsze.

Ciao.

 

01:56, alesandraola
Link Komentarze (2) »
środa, 20 stycznia 2010
"radość to mała dziewczynka, która sika do kawy!"

Radosna jestem bo byłam u fryzjera, pozbyłam się pół kilograma włosów, jest świeżo, jest inaczej i pierwszy raz jestem zadowolona! Także fryzura ala 'wodecki' odeszła w niepamięć, z nową radosną energią kładę się spać więc i radośnie rozpoczynam czwartek..

Wpis nie wolontaryjny, nie włoski, nie szkolny, nie makaronowy, nie tiranowy... typowo kobiecy dziś.

 

Cytat z Kabaretu Mumio "Jadzia". Uwielbiam!;-)

22:57, alesandraola
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 stycznia 2010
wtorek.

nic więcej dodawać nie trzeba, satysfakcja z nauczania i uśmiech gwarantowany.. i duuuża pozytywna energia też!

Weekend był ekstra! spacerowo, filmowo, bibliotekowo, kawowo, nieinternetowo leniwy! i wspólny obiad w sobote był też i prawdziwa włoska domowa pizza w niedziele! uwielbiam takie weekendy!eh!

A już za tydzień i to prawie o tej samej porze Maroko! eh eh! trasa zaplanaowana, pozostaje więc przestudiowanie przewodnika, pakowanie walizek ( czapki, płaszcze i zimowe masywne buty zostają w Tirano) i w drogę! mhmm.

13:29, alesandraola
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 stycznia 2010
nareszcie!

Tak bardzo jestem podekscytowana nowymi lekcjami włoskiego, że tuż po zajęciach pognałam do sklepu i zakupiłam nowy zeszyt plus dwa długopisy czarne i zamierzam skrzętnie wszysto przepisać i uczyć się pilnie, no i może coś jeszcze będzie z tego mojego nędznego włoskiego. W końcu zaczyna się dobra szkolno-włoska passa, po zawsze odwoływanych piątkowych lekcjach z super południowcem MIchelem, mam nareszcie swoje trzy (..dwie?) godziny w tygodniu, z panią nauczyciel, z dwoma innymi uczniami, zadaniami, gramatyką i językiem włoskim. Dziś zostałam nawet skarcona za niestaranne prowadzenie notatek, co znaczy że pani nauczyciel zależy i że się stara. To lubię!:-)

.. w szale zakupów zakupiłam dodatkowo trzy zupy warzywne mrożone, słuchając się zaleceń mamy by jeść warzywa i... zupy:) tak więc menu zaplanowane na dziś, to dobrze, bo mam z tym problemy ostatnio, i jadłospis: makaron+ sos, makaron+ szpinak, makaron+ tunczyk, makaron+ sos, makaron+ szpinak, makaron+ tuńczyk, makaron+ sos.... powoli zaczuna mnie męczyć, tak więc jakże miłe urozmaicenie... te zupy! Pa.

lubię

12:49, alesandraola
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 stycznia 2010
wtorek wyczerpujący, choć...

.. i tak uwielbiam wtorki bo mam zajęcia w attitudinal scuola, co daje mi dużo dużo energii!!! Enrgię tą niestety pożytkować później muszę na uczniów z liceo lub geometri, ale mimo wszystko pozytywne nastawienie pozostaje. Zupełnie tez nie rozumiem dlaczego uczniowie z tamtejszej szkoły uważani są zagorszych, dla mnie wręcz przeciwnie, są skupieni, uczestniczą w lekcji i są przy tym zabawni.

Jutro poszukam chyba dodatkowych lekcji, przypływ gotówki będzie zbawienny.

Teraz pora na nauki moje własne. Ciao.

ola super nauczyciel,a co!

18:44, alesandraola
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
najbardziej

Najbardziej lubię te poranki kiedy ledwo zwlekam się z łóżka, a zwlekanie przeciągam do ostatniej minuty, ogarniam się w pięć minut, biegnę do szkoły, wchodzę do sali i ... zajęć nie ma. Tak, takie poranki to zdecydowanie moje ulubione, szczególnie poniedziałkowe, jak dziś.. eh,eh!

W sobotę urodzinowa impreza, było fajnie, nawet spanie w cztery osoby na moim łóżku dało się znieść jakoś.

Sennie udaję się na poporanne ogarnianie.

a! Orkiestra Owsiaka zebrała ponad 30 mln, a to nie koniec jeszcze, więc tylko się uśmiechać dziś:-)

08:28, alesandraola
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 stycznia 2010
magnifico

Dziś bardzo pozytywnie, rano wyprawa do Bresci, ja jak zwykle przyklejona sennie do szyby, więc raczej marny ze mnie współtowarzysz podróży. Po przyjezdzie upragnione pocket money, nowi wolontariusze i comiesięczny wspólny lunch, dla odmiany dziś zaskakującooo... pizza!:-) Żeby nie było, z okazji wyprzedaży udałam się na zakupy, więc to już wystarczający powód myślę by zrobiło się pozytywnie. Dalej powrót, ja sennie nieobecna, i wieczorny przyjazd do Tirano. O 19 obiad z Matti rodziną, było jak zwykle przefantastycznie, jedzenie pycha!, dostałam nawet słoiczek magicznego kremu na przeziębienie, który muszę wetrzeć w siebie przed snem.

Strasznie się cieszę, że są, mimo że jeszcze daleko mi do długich włoskich konwersacji z nimi, jednak czuję że troszczą się w jakiś sposób, to miłe.

Na kolacji nie zabrakło Abdula, z którym wspólnie pod koniec stycznia uderzamy na podbój Maroka, gdzie jak dowiedziałam się kilka dni temu mam być odsprzedana tubylcom za trzydzieści wielbłądów. Podobno układ niezły, jak jeszcze trochę podjem, może nawet uda się utargować czterdzieści, wszyscy zacierają ręce więc. Nie ma co, zapowiada się niezły fun.

Uciekam spać. Jutro tiranowo- urodzinowe party Marie u mnie w domu, więc widzenia wolontariuszy ciąg dalszy. To ważne, dla osamotnionej Oli mieszkąjącej na końcu świata, w oddalonym od reszty górzystym Tirano.

Ciao.

22:21, alesandraola
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 stycznia 2010
back to school

Dzisiejsze poranne Tirano mroźne i przysypane śniegiem..

Po ponad dwutygodniowej przerwie powróciłam do zajęć, i mimo iż pobudka do łatwych nie należała, przypłacona zresztą spóźnieniem na pierwszą lekcję, jestem pełna entuzjazmu. Muszę też przyznać że tęskniłam do zajęć trochę, dziś też pierwsze w tym roku zajęcia w bibliotece, jutro wolontaryjna Brescia i pocket money, które przyda się jak nigdy po fortunno- niefortunnym Milanie. Milanowy bilans to zgubiony (ukradziony? - tę wersję chyba łatwiej przyjąć) portfel zaraz po przyjezdzie, fajni ludzie, fajny Milan objeżdżony z każdej strony na skuterze i z wiatrem we wlosach, prześliczna Milanowa pogoda, fortepianowe schody w centrum na których z uporem podskakiwałam i ogólnie bardzo dobry humor.

Dziś senno pozytywnie, z noworocznym planem uprzątnięcia mojego pałacu.

11:01, alesandraola
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 stycznia 2010
zdjęcia giganty, nie wiem dlaczego

niech już tak zostanie zatem. wklejanie zdjęć na blogu to czasochłonne zajęcie.poważnie.

00:56, alesandraola
Link Dodaj komentarz »

Powracam w Nowym Roku już, i postaram się nadgonić zaległości, to też zresztą jedno z moich noworocznych planów:-)

A więc pokolei.

Święta.

Przedświąteczna Tiranowa gorączka. Piecznie pierników, ciast (!)- moje ciasto stało się lokalnym hitem:-), świateczne spotkania, pizze, kawy, wręczanie słodkości. Miło było, dużo życzeń, uśmiechów, szkolne party, tu też życzenia od moich uczniów, no i niestety szkolne problemy, które nie warte są jakiegokolwiek komentowania. Muszę przyznać, że napracowałam się trochę przedświątecznie, co w sumie sprawiło mi niemałą radość i chyba odkryłam troszkę swoją kulinarną duszę:-)

produkcja

dekorowanie

niespodziankowe słodkości

Święta.

Eh. Święta były niespodzianką dla wszytskich, po cichu czmychnęłam więc do domu, do Gdańska, było cudownie, pięknie, rodzinnie. Decyzja podjęta na ostatnią chwilę, okazala się być trafioną w dziesiątkę. Tam też zrodziło się dużo przemyśleń, potrzebnych bardzo myślę. Po kilku dniach do Polski zawitał też Mattia, spacerowaliśmy, odwiedzaliśmy i ogółem zajęci byliśmy nieustannie, ale z pozytywnym włoskim zachwytem.

molo

Powrót, Italia i noworoczne party.

Powrót do latwych nie należał, po pierwsze jakoś ciężko mi się było rozstać ze wszystkimi, po drugie dopadło mnie choróbsko straszne, więc do Włoch zawitałam zachrypnięta i pociągająca, a do tego włoska pogoda nie napawała optymizmem. W dzień powrotu- sylwester, z dużą ilością jedzenia (!!), włoskiego świętowania, zakończony jednak chorobowym zmęczeniem i chęcią zalegania w łóżku przez kolejne dni.

salute!

uśmiechy

Plan łóżkowego zalegania nie został jednak wprowadzony w życie, zgodnie z noworocznymi planami rozpoczęłam moje aktywne działania..

Wczoraj spontanicznie Turyn, wczesna pobudka i moje zaspanie, ogarnięcie się w pięć minut i bieg na pociąg, kolejowe odsypianie, by w końcu zawitać w Turynie i odczekać godzinnę w kolejce do muzeum kina..Eh! Muzeum n i e s a m o w i t e jednak, bardzo interaktywne, bardzo zaskakujące, bardzo nie muzealne! Cudo. Mnóstwo fot marnej jakości i mnóstwo wrażeń. Powrót długi, męczący i późny.

turyn

przegląd prasy

lustra

ineraktywnie

niebanalnie

pociągowe nauki

Dziś z rana żeby nie próżnować jednak i wykorzystać moją póki co trwającą jeszcze świąteczną odszkolną przerwę, wyskoczyłam na narciochy do Santa Cateriny. Było pięknie, górzyście, i nawet fakt że jestem stokowym beztalenciem, nie zepsuł mojego zimowego nastroju! Pięknie!

mmm!

Jutro Mediolan, coachsurfingowe spotkanie, więc po raz kolejny pociągowo i choć może to dziwne, strasznie lubię pociągi:-)

Ciao!

 

00:50, alesandraola
Link Komentarze (1) »