RSS
środa, 19 maja 2010
ale zanim pójde...

Zanim zapakuję się do pociągu, wrzucam zdjęcie z moją jak najbardziej ulubioną wtorkową klasą 4 TIE ze scuola profesionale, choć zdecydowanie najulubieńsza część klasy- elektryków, tego dnia w szkole była nieobecna, ale zdjęcie ze stolarzami też niczego sobie:-).

Pierwsze pożegnania. Eh!

studenci moi

14:22, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 maja 2010

Nie to że nie mam czasu na pisanie, mam chyba, i nawet myślałam żeby nadać troszku włoskości temu mojemu blogowi, ale to za jakiś czas. Nastał czas napięty, bo zostało mi tu już jedynie nieco ponad miesiąc, więc dużo rzeczy do nadrobienia, no i swoje rzeczy do zrobienia też.

 

Jutro znikam na 8 dni, Mediolan na chwilę, ale za to ważną chwilę, więc trzymać kciuki mocno, bo jak nie to się wścikeknę nie na na niby, póżniej Turyn na dni więcej, no i Neapol!

Mam nadzieję że pogoda dopisze, bo mam już dość jesiennej szarugi a to maj przecież!

W Neapolu wolontaryjny mid-term, będzie więc trochę zajęć i warsztatów na pewno, ale za to przyjemnych myślę, wieczorami relaks i wolontaryjne odsapnięcie.

Czekam z niecierpliwością!

Poniżej z zdjęcia z wieży kaplicy ( katedy) Madonna di Tirano, głownej atrakcji turystycznej, gdzie we 29 września 1504 Matka Boska ukazała się Mario Degli Omodei. Miejsce pielgrzymek i nieustających modlitw.

Dostęp na wieże mają nieliczni ( z powodu nienajlepszej konserwacji wieży, tu schodów wiodących na samą górę), ale jako że dzielna wolontariusz Ola zna ważnych Tiranowych ludzi, na wieże wchodzić 'se' może. A co! :-)

19:31, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
artystycznie

Długo.

Dziś dzień bardzo artystyczny czyli taki jak lubię. Na początek warsztaty teatralne z Davide, które pochłonęły mnie totalnie, coś na co czekałam i nie zawiodłam się, o nie. Wymagały na pewno odwagi i przełamania barier, choć świadomie się na nie zdecydowałam więc potraktowałam to jako wyzwanie i opłaciło się. Z poczuciem radości i pasji oznajmiam, że gdziekolwiek się znajdę w roku akademickim przyszłym, podejmę teatralne kroki, o tak! Wieczorne przedstawienie teatru współczesnego urzekło mnie na tyle, że to teatr współczesny będzie czymś co będę starała się rozwinąć:-) Coś niesamowitego, nigdy nie widziałam podobnej sztuki, tak bardzo nietypowej, wywołującej emocje, dreszcze i śmiech na przemian, tak bardzo ironiczniej, momentami absurdalnej, żeby niepowiedzieć dziwacznej. Tło muzyczne w stylu nagłośnionego dzwięku pluszzzzza rozpuszczanogo w szklance wody,  pukanie w  kolana przypadkowych ludzi z widowni po czym wyrzucanie ich butów  przez okno  to tylko niektóre 'gadżety' przedstawienia. Wielkie 'łał', wielkie wrażenia, i emocje, czyli właśnie to czym powinna być sztuka.

Na koniec dnia rzeźba Michele nocą, która została odsłonięta dziś popołudniem kiedy to oddawałam się moim warsztatom i kolejny zachwyt. Mimo że widziana już wcześniej, w plenerze i ze świetlnym dodatkami wrażenie robi niesamowite.

Artystycznie natchniona udaję się na nocną drzemkę.

Wcześniej fotek parę, Wenecja i Padova, eh, pięknie, pięknie. I pogoda piękna zwłaszcza. Nie co teraz. Brzydka pogodo, a kysz!

 

 

02:08, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
la vita e bella

Mieszka w Tirano, ma trzydzieści jeden lat. Nie miałam okazji poznać jej wcześniej, choć wiele o niej słyszałam. Przyjaciółka Matti. Ciepła, inteligentna, śliczna. Przez wiele lat uzależniona od narkotyków, będąca w związku który zamiast ciągnąc ją ku górze, powodował smutek i depresje. Gdy udało jej się wyjśc z uzależnienia, nie potrafiła poradzić sobie z własną osobą. W grudniu próbowała popełnić samobójstwo. 'Nieudana' próba odebrania sobie życia zakończyła się ponad dwumiesięcznym pobytem w szpitalu, dalszą terapią, konsultacjami i lekami przyjmowanymi do teraz. Często rozmawiałam o niej z Mattią, bo to on z wielkim oddaniem towarzyszył jej w szpitalu, czy później w domu. Często też był przygnębiony, rzadko zdarzało się by ze spotkania z nią wracał zadowolony. Mówił wtedy dużo, bo potrzebował chyba podzielić się emocjami jakie miał w sobie, ja słuchałam i starałam się rozumieć, choć ciężko zrozumieć coś tak dalekiego od swych własnych myśli i przekonań. Mimo wszystko rozmawialiśmy, analizowaliśmy, zastanawialiśmy się co dalej. Nigdy też nie przyszło mi przez myśl, by zaproponować spotkanie z nią, by ją poznać, wszystko co się działo wymagało olbrzmiej delikatności i wyczucia...

Poznałam ją dziś. Bardzo spokojna, choć w jakiś sposób radosna. Dziś. Przejażdżka samochodem, by w końcu zalec w przytulnej knajpce przy małym piwie. Ona, nieznajomy nam chłopak który jest z nią, Mattia i ja. W drodze powrotnej mówi że jest zakochana, że dzieje się coś niesamowitego, że zaczyna kochać życie na nowo. Mnóstwo planów, wypad w góry, w lato dalekie wakacje. Gdzieś po drodze nasze kolejne spotkania i wspólne gotowanie. Powrót do pracy, nauka angielskiego. Samodzielne życie. Po mału, do przodu.

W samochodzie słuchałam jak rozmawia z Mattią. Trudno było zapanować na emocjami, 'uśmiechałam' się w środku, choć to uśmiech nie spontaniczny, ale wyważony jakiś i spokojny.

Wieczór inny dziś. Bardzo potrzebny i bardzo ważny. Jestem pełna nadziei, że wszystko będzie w porządku. Musi być.

 

 

00:16, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 kwietnia 2010
Happiness

Szczęście przez duże S.

Dużo dziś, dużo radości i życzliwości. Dużo miłych gestów i słów.

Project z moimi hiperaktywnymi dziećmi, które potrafiłyby rozbudzić każdego, choć przyznam że mnie wymęczyły totalnie, choć mimo wszystko pozytywnie.

Póżniej próba teatralna mojej młodzieży;-) i moje zdjęcia, choć tu nie za bardzo, bo mój aparat postanowił odmówić posłuszeństwa. Po próbie występ, wielkie zadowolenie wszystkich, mnóstwo pozytywnej energii. Dalej późny obiad i zaproszenie na warsztaty teatralne, na które przystaje z dużym zapałem. eh. No i mail. Od Juliety mojej. Że przyjeżdżają odwiedzić mnie w Gdańsku. I że spędzimy ze sobą cudowny tydzień, ja z moją szkocką wytesknioną już familią. Serducho mi się raduje. I inne jeszcze pozytywy małe- nie małe. I czerwone szorty z Tiranowego rynku. Od chińczyków, najtaniej, najlepiej, najwakacyjniej.

Aaa. Tirano śliczne, ponad dwudziestostopniowe, pachnące latem.

Mmm.

 

01:05, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 kwietnia 2010
veloce

Czas ucieka, a ja jeszcze nawet czasem jakby nie zdaję sobie do końca sprawy że tu jestem. Dziwne to ale tak jest. Za dwa miesiące koniec, a tu jeszcze tyle do zrobienia i mam nadzieję że dużo się wydarzy. Wyczekuję Sardynii bardzo, będzie niesamowicie na pewno, zresztą bardzo ciągnie mnie na południe, to musi być coś. eh, eh!

Zdjęcie z Maia. Tęsknie za Casinistami, oj tęsknie. I za Torino też rzecz jasna, bo to mój drugi wolontaryjny dom;-)

uciekam spacerować!

bzzz

 

13:30, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
che bella giornata

Szybki wpis bo makaron gotuję.

A więc dzień pozytywny bardzo, rozpoczęty iście po włosku i z włoskim również. Z planowaniem, ponownie ekscytacją, którą spożytkowałam na rowerze z Mattią.

Plan głowny to Sardegna w czerwcu, campingowo i z plecakami. Bilet zabukowany w jedną stronę jedynie, powrót promem do Genovy.

Poza tym spotkanie i uściski z Alim, naszym małym marokańskim towarzyszem podróży, którego uwielbiam, radosne maile, w szkole uśmiechy, truskawki prawie bardzo truskawkowe, a za niedługo kino włoskie rzecz jasna. eh;-) tak lubię, oj tak!

 

 

...makaron rozgotowany. mmm.

 

20:12, alesandraola
Link Dodaj komentarz »

Filimiku załączyć nie potrafię, a że późno już więc kombinować nie będę, może jutro. Idę spać. Pozytywnie. Oj tak.

00:24, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
energia

Naładowana energią ponownie, mam nadzieję że gorsze chwile mam za sobą już, oby tak dalej. Nowe plany jakieś, i uśmiechy. Byle do przodu.

Filmik załączam. Świąteczny, wielkanocny. Wydmuszki by Marie. Mnie powala nadal. Krótki, wyrazisty, boki zrywać:-).

Aaa. I Mamuś z Tatą przyjeżdzają, Aga i Kuba, doczekać się nie mogę:-).

 

 

 

00:22, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 kwietnia 2010
skarpetka

Nie pisałam wcześniej, bo jakoś wcześniej nie bardzo mnie to ruszało.

Tirano to małe miasteczko, a że w małych miasteczkach od czasu do czasu powiewa nudą, tworzenie plotek jest jak najbardziej porządane.

Plotki były wcześniej, ale raczej się z nich śmiałam, i to wspólnie z Mattia, bo dotyczyły nas oboje. Nawet muszę przyznać, że czasem ubaw był przedni, do teraz jeszcze kombinujemy jak tu plotki podsycić.

Plotka najnowsza jest taka, że Ola opuszcza projekt.. Przyczyna plotki nieznana, czas i miejsce powstania też nie. Nie ruszyło by mnie to bardzo, gdyby nie fakt że ostatnio mam chyba gorszy czas tu, dużo przemyśleń i myśli nie pozytywnych. Co więcej plotkę przekazała Matti moja mentor, która nawet nie raczyła plotki ze mną wyjaśnić, skonsultować, nawet przez czystą ciekawość, jeśli nie z potrzeby interesu. Bo moja mentor od początku interesu żadnego chyba do mnie nie miała, poza zdawkowymi formalnościami, i tak też już zostało. Wysłane życzenia wielkanocne odbiły się echem, plotki - echo, zaproszenie na obiad, organizowany z powodu przyjazdu ex- wolontariuszki, rzecz jasna przez Mattię. Zaproszenie jedynie chyba z grzeczności, bo nigdy nie łączyły nas żadne lunche, obiady, jedynie dwie kawy podczas mojego sześciomiesięcznego pobytu tu, resztę spraw załatwiamy na korytarzu szkolnym jeśli to przypadkowo wpadniemy na siebie. Mentor pierwsza klasa, nie ma co.

Nic, dziś zdecydowanie nie dzień, dużo smutku, narzekań i nawet łezki były.

Za chwilę wychodzę, będe robić zdjęcia pomnikowi, który niebawem ukaże się w Tirano, miałam być zresztą naczelnym fotografem, jednak będzie nim Ivan, więc znów smutek, bo to ja miałam być a nie nikt inny, nikt nie mówił o zmianach żadnych, a plany były od dawna, więc i tu rozczarowanie i złość. Jednak mimo wszystko nieśmiało zabiorę swój aparat i coś tam popstrykam, to lepsze niż siedzenie w domu ( w domu?).

Dużo jeszcze innych smutków ale nie będe pisać.

Dzień, nie dzień.

Aaa. zapomniałam prawie. Skarpetka w tytule, bo do szkoły polazłam ze skarpetką wczorajszą w nogawcę, hehe, choć to pozytywne, choć skrępowania było nie mało, jak podczas lekcji ową skarpętkę wyciągałam z nogawki i ukradkiem przemycałam pod biurkiem do torebki. Nie wiem dlaczego zawcze mi się to przydarza, dobrze w sumie że to nie majtki a skarpetka, choć wpadkę z majtkami zaliczyłam już wcześniej;-).

20:02, alesandraola
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6