myśli niepoukładane, evs.
Blog > Komentarze do wpisu
mutande rose

..bo wolontariat i praca z mlodzieżą to również dziwne i czasem trudne aspekty..

Sobota, odrabianie zajęć z chłopakami ze scuola professionale. Dwudziestu młodych mężczyzn i ja. Miał być nauczyciel, który z niewiadomych powodów nie przybył. No nic, temat przygotowany, rozmawiamy o rasiźmie, w sumie to ja mówie, chłopaki coś przebąkują tylko od czasu do czasu. Na lekcji panuje ogólny harmider, bo to sobota, bo wiosennie, bo ich dwudziestu i ja jedna, bez nauczyciela. Uciszam, przesadzam, zapisuję nazwiska. Nic. Jak grochem o ścianę. Rozdaję ćwiczenia, po czym snuję się po klasie i tłumaczę indiwidualnie co należy zrobić. Tu też jak grochem o ścianę, choć niektórzy załapują, co cieszy mimo ogólnego bałaganu. Wracam do biurka, po drodzę natykam się na różowe stringi leżące tuż obok mojego krzesła, bynajmniej nie moje, nie bo różowe, i nie bo stringi. Wściekam się, wychodzę z klasy bez słowa, aplauz klasy, ja biegaiem udaję się w poszukiwaniu jakiegoś nauczyciela. Pustki. Nic, wracam, w klasie cisza, jeszcze bardziej wściakła siadam do biurka, zbieram podpisane ćwiczenia, gdzieniegdzie przy nazwiskach stawiam wykrzykniki, gdzieniegdzie chwalę, wszystko bez słowa, gotująca się w środku. Po klasie roznosi się włoski szmer, że jestem zła. No proszę, jak trafnie. Wstaję od biurka, piszę pytanie na tablicy, czy uważają że sytacja jest śmieszna, ogół zaprzecza, choć gdzieniegdzie słyszę wymowne 'si'. Dzwonek, wychodzę, 'ciao' pod nosem. Wściekła! Eh.

Tak sobie myślę, że być może mogłam sytuację obrócić w żart, choć z drugiej strony do śmiechu mi wcale nie było, i takie sytuacje zdarzać się nie p o w i n n y. No nic, we wtorek lekcja z tą samą klasą, rozmowa z nauczycielem, klasa milczy na dany temat, ja już spokojna, bo wiem że zostaną wyiągnięte konsekwencje.

Do tej pory z klasą pracowało mi się bardzo dobrze, szkoda więc. Biedna wolontariusz Ola, biedna, choć może powinnam była im powiedzieć by następnym razem przynieśli coś w moim guście, wtedy obie strony zadowolone.

Za niedługo uciekam do kina, film wlosko włoski, nawet nie amerykański z dubbingiem. Eh, ciężko;-)

Tirano wiosenne, dziś znów 20 stopni, choć tym razem jestem już pewna że lokalnemu termometrowi ufać nie można, choć chciałoby się, oj chciało.

Ciao!

 

środa, 24 marca 2010, alesandraola

Polecane wpisy

  • ale zanim pójde...

    Zanim zapakuję się do pociągu, wrzucam zdjęcie z moją jak najbardziej ulubioną wtorkową klasą 4 TIE ze scuola profesionale, choć zdecydowanie najulubieńsza częś

  • artystycznie

    Długo. Dziś dzień bardzo artystyczny czyli taki jak lubię. Na początek warsztaty teatralne z Davide, które pochłonęły mnie totalnie, coś na co czekałam i nie za

  • la vita e bella

    Mieszka w Tirano, ma trzydzieści jeden lat. Nie miałam okazji poznać jej wcześniej, choć wiele o niej słyszałam. Przyjaciółka Matti. Ciepła, inteligentna, ślicz

Komentarze
2010/03/24 21:28:43
OJ bęc ,faktycznie nie ma lekko z towarzystwem / chyba męskim zwłaszcza / przechodzącym przez to stadium.I bez urazy , ale i bardzo doświadczeni pedagodzy łamali sobie zęby na czymś takim, więc ,doprawdy Olu - możesz uznać to za pewną wprawkę.Mam nadzieję że choć film na którym byłaś w kinie troszkę zrewanżował ci ten mały niesmak.A tak między nami Olu - ten wpis wyróżnia się z innych .Moje ostatnie dni są nieco dziwne ,zresztą nie koniecznie ostatnie...Mówiąc szczerze to przeczytałem opis twoich zmagań z upartą klasą z zainteresowaniem , bo ...to może niezbyt dobrze zabrzmi,ale lubię gdy ktoś opowiada mi o swoich problemach , wtedy zapominam o swoich,które czasem dość mocno dają mi się we znaki.Chyba zwłaszcza ostatnio...Mam nadzieję Olu że fajnie dojdziesz ( lub już doszłaś ) ze wszystkim do ładu
czego życzę ci i pozdrawiam z rozmoczonego Gdańska
Józek